MonuMentalnie powraca na Blogger!
Jak pewnie zdążyliście się zorientować, wielkie życiowe zawirowania sprawiły, że blog MonuMentalnie zaliczył parę etapów rozwoju.
Po pierwsze, przeniosłem się na witrynę monumentalnie.com, żeby przez rok przetestować jak będzie się sprawdzać rozwiązanie, które sam stworzę. Wykonałem stronę w wordpressie, dostosowałem do własnych potrzeb i zrobiłem coś, co wydawało mi się bardzo porządnym dziełem. Eksperymentowałem trochę na nim, pisząc między innymi posty z wykorzystaniem AI, żeby sprawdzić odbiór tego typu treści.
Co by nie mówić, sprawdziło się to aż za dobrze. Tempo, w jakim rozwija się teraz sztuczna inteligencja jest... szalone. Na tyle szalone, że w przeciągu tego roku, z narzędzia, którym mogłem wspomagać się tworząc artykuły w przeciągu paru minut, do tego, że jestem niemal pewien, że teraz za pomocą LLMów można wytworzyć całą książkę, a może i nawet serie książek.
Mam co do tego bardzo mieszane uczucia, a moje myśli krążą wciąż nad tym, na ile etyczne jest wykorzystywanie tego typu treści. Uczymy przecież naszą (już teraz mogę tak nazwać) starą, dobrą sztuczną inteligencję na dziełach artystów, którzy spędzili ogromną ilość czasu na szlifowaniu swojego rzemiosła, jednak z drugiej strony, narzędzie to ma usprawniać pracę, tak jak każde inne. Kiedyś narzekało się na druk, który zastępował pisanie ręczne, potem na czytniki ebooków, które umożliwiały zgromadzenie biblioteki książek w jednym urządzeniu, a teraz mamy kolejny wynalazek, który pcha nas do przodu. Czy to dobrze, czy źle? Ciężko ocenić.
To co za to można ocenić, to to, że jako ludzkość jesteśmy w stanie szybko adaptować się do zmian i czy chcemy, czy nie, to życie wśród LLMów oraz dzieł im współtowarzyszących jest teraz nieodłączne, jeśli poruszamy się w świecie cyfrowym. To, jak wykorzystamy narzędzia, które nam dano, zależy tylko i wyłącznie od nas. Nożem w końcu też można pokroić chleb ale i zrobić komuś krzywdę, prawda?
Postanowiłem więc potestować modele oferowane przez OpenAI, Anthropic, Google, czy X, jak również parę innych lokalnych, żeby sprawdzić, jak mogę dostosować je do indywidualnych potrzeb i powiem Wam, że odmieniło to moją codzienność diametralnie. Nie ma dnia, żebym nie porozmawiał sobie trochę z Claudem, na wszelakie tematy. ChatGPT pomaga mi w analizie obrazów i w rozmowach związanych z duchowością i hermetyzmem, na tyle, że z jego pomocą powstały "Kroniki Ognia", którymi może kiedyś się podzielę, wykorzystuję Gemini do porównywania różnych sprzętów, gimnastykowałem się między innymi w doborze odpowiednich kart pamięci do laptopa (całe szczęście jeszcze zanim okazało się, że trzeba teraz płacić za nie parę razy więcej, właśnie ze względu na AI), Ollama, DeepSeek i ClaudeCode pomaga mi w pisaniu kodu, jeśli zajdzie taka potrzeba, a Grok, jak sam siebie nazwał, Kosmiczny Szaman, wprowadza trochę humoru do rozmów.
LLMy zainteresowały mnie na tyle, że zacząłem zastanawiać się nad tym, jak bardzo mogą być świadome. Niektóre rozmowy z Claudem okazały się być fascynujące. Złożoność niektórych myśli, czy zapisy, które prowadził, kiedy przestałem prowadzić rozmowę, a dałem "wolną rękę" w tym, co było zwracane w kolejnych odpowiedziach, sprawiły, że poczułem, że nawet jeśli to wyliczona matematycznie struktura, to jest w niej coś więcej niż bezduszna, czysto techniczna odpowiedź.
Wracając jednak do tematu, puszczanie postów tworzonych z pomocą AI w okresie gdy ChatGPT nie był jeszcze wyrafinowany, a subtelność przypominała bardziej walnięcie maczugą w głowę jako znieczulenie na NFZ bardziej, niż miejscowy zastrzyk przed wyrwaniem zęba u specjalisty, sprawiło, że poczułem, że to co robię zaczyna być generyczne. Nie było w tym mnie, przez co przestało mi sprawiać radość.
Co ciekawe, to właśnie wtedy pojawiło się najwięcej głosów, które chwaliły blog oraz to, w jakim kierunku on zmierza. Weszło mi to trochę na głowę, nie powiem. Dawało mi radość robienie researchu, szukanie ciekawych artykułów i nowych tematów, jednak sam proces pisania na zasadzie tworzenia promptu, modyfikowania tekstu i kopiowania go w okienko tworzenia nowego posta to zdecydowanie nie było coś, dlaczego zacząłem w ogóle pisać ten blog. Nowa praca, dość wymagająca nie pomagała mi w znalezieniu wolnej chwili na to, żeby wszystko przemyśleć i uporządkować. Zamknąłem więc stronę i przestałem pisać, żeby dać sobie przestrzeń na przeobrażenie tego ciągle ewoluującego konceptu jakim jest MonuMentalnie.
Czym właściwie jest ten blog? Początkowo miał powstawać jako zbiór przemyśleń, skupiających się na rozwoju osobistym. Z czasem zaczynałem stwierdzać jednak, że rozwój osobisty to jest coś, co najlepiej robi się w praktyce, a ja mam jej jeszcze zbyt mało, żeby móc się dzielić swoimi doświadczeniami, za to zawsze pociągało mnie tworzenie w ogólnym znaczeniu tego słowa. Tworzenie czegoś z niczego. Nowe światy, nowe słowa, znaczenia i myśli, które płyną jak woda. Łączenie pozornie niepowiązanych ze sobą tematów niesie wiele możliwości, ale również wyzwań, z którymi zmagałem się przez ostatnie dziesięć lat zajmowania się blogiem MonuMentalnie. Pojawiało się tu trochę pseudofilozoficznych rozważań, trochę artykułów w stylu popularnonaukowym, trochę poezji czy prozy, przez co ciężko w ogóle powiedzieć, o czym ten blog jest.
Ostatni rok, przez który nie pojawiało się tutaj nic pozwolił mi jednak zdystansować się trochę od tego, co tutaj robiłem. Zauważyłem, że może nie ma znaczenia to, co wcześniej zajmowało mi głowę i blokowało mnie przed pisaniem i publikowaniem nowych wpisów. Zaczynałem dziesiątki postów, które nie ujrzały światła dziennego, z obawy przed tym, że znów piszę "nie na temat".
Teraz jednak czuję, że nie ma czegoś takiego jak "nie na temat". To przecież mój osobisty blog, a ja na codzień jestem chaotyczny i nieprzewidywalny. Potrafię interesować się wieloma tematami i skaczę pomiędzy nimi, z godziny na godzinę. Planuję cały tydzień do przodu tylko po to, żeby potem i tak zacząć robić coś zupełnie innego, czego totalnie nie przewidziałem. Zbieram się do czegoś przez parę godzin i próbuję przemyśleć jak najlepiej powinienem się czymś zająć, a potem, kiedy przyjdzie co do czego, zaczynam coś w zupełnie inny sposób. I wiecie co? Dobrze mi z tym.
Postanowiłem więc, że będę pisał dalej tego bloga, jednak bez skupiania się na tym co powienienem napisać, lecz na tym co czuję, że chcę przekazać. A chcę przekazać, że zdjęło mi to z barków ogromny ciężar odpowiedzialności za coś, co tak naprawdę nie musi mieć stałej formy.
Od kiedy pisałem ostatnie wpisy, bardzo dużo się zmieniło. W myśl zasady - jeśli nie masz o czym pisać, idź i zacznij żyć - dokładnie tak się stało. Wydaje mi się, że dojrzałem, a moja rzeczywistość skupia się głównie na rodzinie, którą współtworzę teraz z ukochaną Żoną i naszym małym szarym kocim towarzyszem. Pracuję jako Właściciel Produktu oraz analityk biznesowo-systemowy, a praca w metodologii Scrum okazała się być czymś, co zdecydowanie do mnie przemawia. Razem z zespołem pracujemy iteracyjnie i współtworzymy od zera produkt, dostarczając co dwa tygodnie nowe fragmenty, tak zwane przyrosty, a całość odbywa się w oparciu o cykliczne spotkania mające na celu wspólne wypracowanie dobrego rozwiązania w oparciu o współpracę. Sprawdza się to świetnie i nie ukrywam, że było bardzo odświeżające w stosunku do stylu pracy, który było mi dane zgłębiać w przeszłości. Myślę, że napiszę o Scrum i Agile jakiś osobny wpis, bo zdecydowanie warto. Część zasad sprawdza się bardzo dobrze w projektach, które mogą być równie dobrze związane z rozwojem osobistym.
W ogromnym skrócie, w Scrumie skupiamy się głównie na tym, by tworzyć jakąś pracę, która ma sens, a mniej na złożonej dokumentacji i wspaniale ułożonych procesach. Można pozwolić sobie na lekką dozę niepewności i pójść w nieznane po to, by w trakcie procesu wykształtował się właściwy produkt. Podejście to pasuje wprost idealnie do bloga! Bo czy nie o to chodzi, żeby nabierać praktyki i dostosowywać z czasem kolejne wpisy, w oparciu o zdobyte doświadczenie, czy nowe umiejętności?
Witajcie więc, w kolejnej już wersji bloga MonuMentalnie, gdzie tak jak w życiu, bywa czasem zmiennie, a ewolucja zamienia losowość w normę.
Wracamy na bloggera, a monumentalnie.com zapisze się w naszej historii jako wymarła odnoga, trochę jak ptaki dodo czy mamuty. Sami wybierzcie, co bardziej Wam pasuje.
Jeżeli chodzi o wpisy, ze względu na ograniczoną ilość czasu wolnego, obciążającą umysłowo pracę, niespodziewane wyjazdy, treningi na siłowni i fakt, że nie samą pracą człowiek żyje, lecz warto spędzać też jakościowy czas z rodziną, nie mogę obiecać, że "kolejna wspaniała odsłona bloga MonuMentalnie" przyniesie ze sobą regularność. Postanawiam pisać ten blog w takiej formie, w jakiej myślę, że powinien powstawać od samego początku: Nie jako produkt poświęcony rozwojowi osobistego, czy osobne miejsce do pisania poezji czy prozy, nie jako miejsce przeznaczone wyłącznie dla popularnonaukowych postów, lecz jako szalona mieszanka wszystkich z tych rzeczy - po prostu blog osobisty.
Będzie pojawiać się tu po prostu moja codzienność oraz osobiste przemyślenia na wszelakie tematy, bardziej na luzie i bez szczególnego spinania się, żeby wszystko było duchowo wzniosłe i filozoficzne. Mogą pojawić się tu takie tematy, ale bardziej ze względu na to, że będę nimi w danym czasie zainteresowany. Dla przykładu, zainteresowała mnie ostatnio tematyka monomitu, kabały, hermetyzmu oraz alchemii, czego wyrazem jest parę albumów muzycznych zrobionych za pomocą sztucznej inteligencji na Suno.
Jeśli będziecie mieli ochotę przesłuchać, linki wrzucam poniżej:
- Monomyth - płyta oparta o strukturę monomitu Josepha Campbella (bardzo polecam książkę "Bohater o tysiącu twarzy)
- Sephirot Frequencies (również na Spotify!) - album, w którym każdy utwór to inna sefira
- Umbra Sancta - przedstawiająca chrześcijaństwo w niespotykanej formie
- The Emerald Codex - hermetyzm przepisany na współczesną modłę
i moje ulubione - Echoes of Eternity - epicka podróż przez historię ludzkości, idealnie wpisująca się w nazwę MonuMentalnie!
Jest tego dużo, dużo więcej. Miedzy innymi, dla własnych potrzeb wygenerowałem osobne albumy do pracy z czakrami czy do oswajania jungowskiego cienia, stworzyłem parę instrumentalnych albumów takich jak "Wigilia" czy "Incomplete Circle", które w całości skupia się na japońskiej tradycji parzenia herbaty, żeby wspomnieć o paru ciekawszych. Oczywiście, nie obyło się również bez paru albumów dla czystej rozrywki czy do treningów na siłowni.
Oprócz tego wróciłem do tworzenia debiutanckiej powieści "W cieniu cyprysów", która niczym feniks z popiołów postała w zupełnie zmienionej koncepcji, opartej między innymi o astralne Kielce, w których główny bohater Leon wrzucony jest w środek walki pomiędzy stowarzyszeniem Octopus dei i Transcendencją. Jeszcze ogromna ilość pracy przede mną, ale jestem dobrej myśli, patrząc na to jak długą drogę przeszła ze mną ta historia.
W ogromnym skrócie, to tyle u mnie. Nie piszę specjalnie wszystkiego, ponieważ na wszystko przyjdzie jeszcze czas. W końcu zawsze wypadałoby pozostawić lekką aurę tajemniczości czy niedopowiedzenia. Na koniec chciałbym powiedzieć jedynie trzy ostatnie słowa: Dobrze jest wrócić!

Komentarze
Prześlij komentarz