Przejdź do głównej zawartości

W cieniu cyprysów. Część VIII: Kto za tym wszystkim stoi?

- O kurde, co to ma być? - Powiedziałem, nachylając się nad notatnikiem, żeby przestudiować tajemnicze zapiski. - W życiu nie czytałem niczego takiego. To jakiś szyfr, czy co?
- Nie będę ściemniał. Pozwoliłem sobie zajrzeć do tego, zanim przyszedłeś. Powiem ci co uważam. Zwróciłeś na siebie uwagę jakiegoś filozofa-amatora. Hmm... Opcja numer dwa.
Może to jakieś masońskie zaproszenie?
A kto to wie. Czyżbyś był człowiekiem wolnym, dobrych obyczajów?
Super by było. Może zostaniesz kiedyś Wielkim Mistrzem.
O! - Zakrzyknął, unosząc w górę palec wskazujący. - Do mnie, Dzieci Wdowy!
Na to wezwanie powinni się stawić.
I właśnie tak będziesz wołał do swoich Braci. - Właściciel kawiarni najwyraźniej postanowił dać się ponieść fantazji. Jego twarz nabrała rozmarzonego wyrazu. - No ładnie. Mój drogi przyjacielu, nie podejrzewałem cię o takie zapędy.
- Daj spokój, Lucyn. Nie próbowałem kontaktować się z żadnymi wyznawcami sztuki królewskiej, czy jak ty ich tam nazywasz. Nawet mnie nie interesują takie tematy. W ogóle, przecież doskonale wiesz, że od wszystkich spisków i knowań trzymam się jak najdalej. Chcę tylko żyć jak człowiek i mieć święty spokój. Ostatnio prześladują mnie dziwne rzeczy. Czemu to akurat mnie się muszą wszyscy czepiać? Wiesz co?
Mmm... Mam prośbę. - Zająknąłem się. - Mógłbyś spróbować opisać osobę, która  zostawiła tutaj to wszystko? Znajdę ją i zapytam, czego, do cholery, ode mnie chcą. I wylej, proszę, tę kawę. Nie będę jej pił. Pewnie jest zatruta albo nie wiem co.
- Na pewno mam wylać? To trochę tak, jakbyś wybrał niebieską tabletkę. Spróbuj, Alicjo! Może zostaniesz przyjęty do grona jaśnie oświeconych, czy coś w tym stylu. Świetnie! Wspaniale! Byłbyś moim źródłem informacji! - Na samą myśl o tym w oczach Lucyna pojawił się błysk niezdrowego podniecenia. - Jakbyś umarł, postaram się o piękny nagrobek z zielonego granitu. Zadbam, by dobrali dokładnie taki kolor, jaki ma atrament, którym zapisano ten wiersz. Nie będziesz żałował! A co do tej osoby. Niestety, jesteś moim przyjacielem, ale płacą mi za milczenie. Ręce mam związane. - Wykonał półobrót i złożył dłonie za plecami, żeby podkreślić znaczenie swoich słów. - Napiwek, który dostałem jest naprawdę duuuuuży. Największy w mojej karierze. Kto wie, może nawet wybuduję sobie za niego kolejne piętro "Kociego oka". Przydałby mi się następny poziom. Nie musiałbym spać w piwnicy...
- Serio? Dostałeś tak ogromną kwotę tylko za to, żeby pokazać mi jakieś marne wierszydło i kubek kawy? To to już się totalnie kupy nie trzyma. Nie mam bogatych znajomych, ani żadnych innych wpływowych powiązań. Zresztą, po co ktoś miałby tak robić. Bezsens. Najbogatszą osobą, jaką znam, jesteś ty. I to tylko dlatego, że prowadzisz moją ulubioną knajpę. O co tu kurde chodzi?! - Wybuchnąłem. - A może ty też w tym maczasz palce, hmm?! - Krzyknąłem, patrząc wyzywająco na przyjaciela.
- Żartujesz? Znasz mnie przecież. Może i jestem mistrzem manipulacji, ale jedyne, do czego używam swoich umiejętności to ugadywanie się z kontrahentami. Ja również nie bawię się w spiski. Wystarczy, że na każdym kroku się o nie ocieramy. Pewnie nawet teraz nas ktoś podsłuchuje. - Jego ton przeszedł w konspiracyjny szept. - Wydaje mi się, że przed chwilą widziałem postać przyglądającą nam się z ulicy. Miała marynarkę i coś dziwnego wpięte w klapę. Nie zdążyłem zobaczyć co to było, ale musimy być ostrożni.
Okrążył mnie i podszedł do drzwi, wystawiając na zewnątrz znak z napisem "Zamknięte do odwołania. Nie wchodzić. Kocie oko patrzy." Na dole tabliczki widniała grafika przedstawiająca uśmiech. Taki sam jak te, które wisiały nad kandelabrami.


Lucyn zatrzasnął wejście i wyjął z kieszeni mały pilocik. Usłyszałem trzask zasuw, przypominający szuranie płytą nagrobną po kamiennych ścianach. Przycisk, który nacisnął mój towarzysz musiał uruchomić jakieś pancerne zabezpieczenia. Jeśli chodzi o własne życie, był on tak przesadnie ostrożny, że wcale bym się nie zdziwił, gdyby Eryk okazał się tajnym agentem wynajętym specjalnie do ochrony. Jeśli chodzi o Eryka, wiadomo było, że nie jest typem ochroniarza, który zatrudniony zostałby ze względu na posiadanie grupy inwalidzkiej. Kiedy już wstawał, poruszał się zwinnie i bezszelestnie, mimo, że jego prezencja wcale by na to nie wskazywała.
Zerknąłem na okno. Niemożliwe, żeby zobaczył tam kogokolwiek. Szklane szyby zasłonięte były kotarami. Wiadomo. Jedno słowo określało Lucyna najlepiej. Świr. Świr albo geniusz. Albo artysta. W końcu każdy artysta czy geniusz to po części świr. Z drugiej strony, patrząc na to, czego doświadczył jako młody chłopak i zważając na fakt, że siedział w swoim lokalu przez cały czas, praktycznie z niego nie wychodząc, w obawie przed porwaniem, zabójstwem albo jednym i drugim naraz, to w ogóle nie ma co się dziwić. Traumy z dzieciństwa i odosobnienie robią swoje. Nawet, jeśli co chwilę przychodzą do ciebie ludzie i prowadzisz kawiarnie.
- Nie rozumiem trochę, po co ktoś miałby zostawiać specjalnie dla mnie takie pierdoły. Co to w ogóle jest? - Powiedziałem, podnosząc zeszyt i rzucając go z powrotem na blat, żeby zmienić temat i odwrócić uwagę rozmówcy od tematu sekt, kultów i podejrzanych stowarzyszeń. Kiedy już raz się rozgada, usta mu się nie zamykają. Wolałem nie dopuścić do takiej sytuacji.
- Jak dla mnie, ktoś, kto to napisał, chciał ci przekazać, że chce coś powiedzieć, ale nie wie jak i w sumie to już będzie leciał. Tak w skrócie.
- Patrząc na to, jak to ująłeś, to na bank musiała to być kobieta. - Zażartowałem, żeby trochę rozładować zbierające się we mnie uczucie niepokoju połączonego ze zmieszaniem. - Może to ta kobieta z przystanku?
-Ouh la la... - Dźwięk dobiegł zza moich pleców. Odwróciłem się, napinając mięśnie do skoku w bok. To był Paweł. Pojawił się znikąd. Musiał już od jakiegoś czasu stać za mną, czekając na dogodny moment, żeby włączyć się do rozmowy. Gwizdnął przeciągle.- Kobieta z przystanku? Brzmi jak tytuł jakiegoś taniego dreszczowca. Tajemnicza kobieta raz na parę lat pojawia się na przystanku. - Wzdrygnąłem się z przestrachem, kiedy objął mnie ramieniem. Wolną rękę prowadził przed sobą szerokim łukiem, zupełnie jakby chciał roztoczyć wokół nas swoją wizję. - Nikt nie wie kim jest, ani skąd przybywa. Zaczepia niczego nie podejrzewających młodych mężczyzn, którzy, omamieni sympatyczną prezencją kobiety wpadają w jej sidła. Schwytani niczym muchy uwięzione w pajęczej sieci, tylko czekają na wybawienie w postaci sprytnego detektywa o bardzo dziwnym nawyku. Czy uda mu się wygrać tę nietypową rozgrywkę? Zobaczcie już dziś!

- Długo stałeś, czekając na okazję do wtrącenia się? - Spytałem poirytowany faktem, że dałem się podejść jak dziecko. - To nie jest film. Pewnie ktoś postanowił wyciąć mi jakiś paskudny kawał, tak jak wy teraz.

- Haha. Stary, jakbyś tylko mógł zobaczyć swoją minę! Wyglądałeś jak przerażony chłopiec, którego mama zostawiła stojącego przy kasie w markecie, mówiąc, że idzie tylko na chwilę. - Paweł i Lucyn wybuchnęli donośnym śmiechem. Nawet Eryk uniósł lekko kącik ust i kiwnął głową z uznaniem. - Swoją drogą, przeszedł ci już ten napad złości? Zostawiłeś mnie samego bez uprzedzenia. Nieładnie, nieładnie. Zaraz nam opowiesz, o co chodzi z tą kobietą z przystanku. To ta sama, której mężuś odmiaukalał jakieś cyrki? - Paweł od czasu do czasu lubił używać swoich własnych, autorskich powiedzonek. - Zresztą, nieważne. Kobitka może poczekać. Rozsiądźcie się wygodnie, bo po tym, co wam powiem na pewno i tak byście usiedli. Koniecznie musicie posłuchać, co odkryłem!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Property of no one"

Widziałem kiedyś osobę w koszulce z wielkim napisem głoszącym, że jej właściciel to "property of no one". Od tego czasu co jakiś czas wracam myślami do tego stwierdzenia. Tak naprawdę nikt z nas nie może uważać się za "niczyją własność", jesteśmy uzależnieni od tylu osób, rzeczy, instytucji, że tak naprawdę całe wyrażenie traci swój sens. Jesteśmy "własnością" banków, pracodawców, używek, zdrowych i niezdrowych przyzwyczajeń, nawyków wypracowanych czasem latami. Jesteśmy "własnością" mediów, rządów, celebrytów. Na każdym kroku, świadomie bądź nie, spotykamy się z manipulacjami, a nasze dusze przeciągane są to w jedną, to w drugą stronę, jakbyśmy byli głównym przedmiotem w zawodach w przeciąganiu liny. Związani kredytami, potrzebą wygodnego życia, posiadania "własnych" czterech kątów, od których i tak trzeba odprowadzać podatki czy płacić czynsze. Fakt bycia śmiertelnymi istotami jest dla nas tak oczywisty, a jakoś nikt nie burzy się, ż…

Wymówki

Przez to, że znów mi się nie chce. Przez to, że tego nie lubię. Przez ból głowy. Przez to, że mój organizm jest przemęczony. Przez to, że znowu się nie wyspałem. Przez to, że nie umiem. Przez uczelnię. Przez pracę. Przez stres. Przez to, że jestem zbyt młody. Przez to, że jestem za stary. Przez to, że nie wypada. Przez to, że ludzie mnie nie doceniają, oceniają lub przeceniają. Przez to, że nikt się nie chce zainteresować. Przez to, że wszyscy za bardzo się interesują. Przez pech. Przez nadmiar obowiązków. Przez brak poczucia satysfakcji. Przez to, że nie warto się starać. Przez to, że inni powinni się wykazywać. Przez to, że nie leży to w moim zakresie obowiązków. Przez to że znowu chcę coś robić, ale nie to, czym powinienem się zająć. Przez to, że sprawniej robię na ostatnią chwilę.Przez to, że nikomu nie chce się szukać przekazu
 ukrytego pomiędzy wierszami. Przez to, że wolę siedzieć i patrzeć w przestrzeń. Przez to, że mam co innego na głowie. Przez zniechęcenie. Przez brak efekt…

W cieniu cyprysów. Część VII: Kocie oko

Gniew ogarnął mnie na całego. Kotłowałem się w sobie tak mocno, że drogę do kawiarni pokonałem w mgnieniu oka. Rzucanie przekleństw na lewo i prawo całkowicie zajęło moje myśli. Twarz wykrzywiała mi się w złości raz po raz, kiedy gromiłem spojrzeniem przechodzących obok mnie ludzi. Gdybym mógł, zrzucałbym z nieba błyskawice, żeby trochę się wyżyć. Zacząłem sobie to wyobrażać.
BANG! Jeden z piorunów trafił właśnie niczego nie podejrzewającego mężczyznę, który z pewną siebie miną dyskutował o czymś przez telefon. BANG! Kolejny zamienił w popiół stoisko z gazetami, rozłożone nieopodal sklepu stacjonarnego. Staruszka, która stała obok, analizując, co też dzisiaj ukazują pierwsze strony gazet odskoczyła z przerażeniem, patrząc ze zgrozą na dopalające się pozostałości. BANG! Zbieracz złomu ledwie uratował się, kiedy błyskawica uderzyła prosto w jego wózek. Ach, ludzka wyobraźnia to piękna rzecz.
Odległość, jaka dzieliła mnie od lokalu była parokrotnie dłuższa od tej, którą w bólu przekuśtyk…